Obserwatorzy

środa, 12 października 2016

Eurotrip 2011 Szwajcaria



Celnicy, (czy jakkolwiek zwane służby graniczne) przywitali je radosnym zainteresowaniem. "Ooo, italianische Sonne"- uświadomiło to Ani obecność pierwszej południowej opalenizny na turystycznych pleckach.

Największym zaskoczeniem okazał się brak kantorów. W całej Szwajcarii (a nie tylko w strefie przygranicznej)funkcjonują zarówno franki jak i euro, z tą prawidłowością, że płacąc euraskami otrzymujemy resztę w walucie narodowej.









Davide, bo tak zwał się nasz ostatni już w tej trasie podwoziciel zmierzał do kumpla na imprezę urodzinową do Zurychu, jednak był dostatecznie uroczy by bez uprzedzenia (dostrzegły dopiero gdy znaki na Zurych przestały pojawiać się na poboczu) zmienić nieco plany podróży i nadrobić kilkaset kilometrów aby podwieźć je do samego celu " bo jak dwie nieznające miasta studentki odnajdą się w stolicy??

Poza tym, jak sam przyznał: i tak był spóźniony, więc przynajmniej zapewniły mu sensowną wymówkę i temat na pół wieczoru...

Ape odsypiała na tylnym siedzeniu, Ani przechodziła przez ekspresowy kurs językowy w warunkach ekstremalnej konieczności, gdyż między Weroną a Mediolanem, chyba spała. "Chyba"- ponieważ pamięta tylko jak usiadła na krawężniku przy zjeździe z feralnej werońskiej autostrady, na wprost małego ronda, mrugnęła, i nagle rondo zniknęło.

-gdzie jest rondo?

-jakie rondo? -spytała zaskoczona Ape

-przed chwilą tu było rondo

-rondo było pod Weroną

-to gdzie my jesteśmy?

-w Milano...

Poza tym, z chwilą, gdy Davide z entuzjazmem poinformował, że za chwilę przejeżdżają przez kilkunastokilometrowy tunel w Szwajcarii, Ani odechciało się spać- zachciało się wysiąść. Magia klaustrofobii?









Tym sposobem dotarły wieczoru pamiętnego dnia trzeciego do celu- squatu w Bern;)

Przywitała je radosna mieszanka etniczna z jedną Polką włącznie...

[Tak, tak- nadal twierdzę, że Polacy są wszędzie]

Mimo skrajnego wyczerpania, nie przemierzyły 2 tysięcy kilometrów po to by spać. Już tej samej nocy dały się wyciągnąć na imprezę na drugim squacie. Wewnątrz bardzo przyjazna imprezownia w stylu amerykańskich klubów undergroundowych. Tak to się można bawić.





















Wyższa kultura protestowania...

Obóz przeciwników energii atomowej rozbity na trawniku przed ratuszem, gdzieś pomiędzy kwietnikami. Ciepła bieżąca woda, karczma, gastronomia, pole namiotowe, tańce, hulanki, swawola i wkoło tak bardzo "zielono" [If you know what i mean].





Dzień IV

Zwiedzanie!!!

Na początek oczywiście Polacy... Nadal są wszędzie;p

Po drugie Afroeuropejczycy-

- where are you from?
- from Poland
- oooh, how much??
Jakoś nielekko było wyjaśnić im, że nie znalazły się w Szwajcarii w celach zarobkowych. Ani zaczęła i zarazem zakończyła rozmowę z tą watahą informacją "Sorry, but i can't speak english". Właściwie nie zakończyła...Odroczyła do kolejnego spotkania. To jednak małe miasto;/






Turyści nie wiedzą gdzie byli, podróżnicy nie wiedzą gdzie będą – Paul Theroux,








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz