Obserwatorzy

czwartek, 13 października 2016

Eurotrip Szwajcaria 2011 cz4


Różnica między ludźmi, którzy realizują swoje marzenia, a całą resztą świata nie polega na zasobności portfela. Chodzi o to, że jedni całe życie czytają o dalekich lądach i śnią o przygodach, a inni pewnego dnia podnoszą wzrok znad książki, wstają z fotela i ruszają na spotkanie swoich marzeń.
Wojciech Cejrowski „Gringo wśród dzikich plemion”


"Włóczęga: człowiek, który nazywałby się turystą, gdyby miał pieniądze."
[Julian Tuwim] 









środa, 12 października 2016

Eurotrip 2011 Szwajcaria cz.3

Dzień V
Opcja zainaugurowania drogi powrotnej do Ziemi Matek i ojców nie wypaliła. Czasem w życiu bywa tak że sen wygrywa z najlotniejszymi nawet planami...
Zwiedzania ciąg dalszy. W czeskim pubie dziewczęta doczekały się darmowej kolejki, z okazji polskiego pochodzenia. No i już wiadomo gdzie się skierują nasze podróżniczki jeśli ponownie trafią do Szwajcarii;p





"Każdy marzyciel wie, że to zupełnie możliwe tęsknić za miejscem, w którym się nigdy nie było, może nawet bardziej niż za rodzinnym miejscem. ”
— Judith Thurman




Powietrze, które wdychasz,widoki, które podziwiasz, jedzenie, które smakujesz, język, który słyszysz i uczucie, którego doświadczasz...-nic znajomego. To jest właśnie prawdziwa wolność.


Dzień VI
Deszczowy poranek demonstrował jak złym jawi się pomysł wystawiania nosa z budynku, niestety mając już 1 dzień obsuwy nie mogły sobie pozwolić na kolejne opóźnienie. Pierwszy odcinek- zaledwie kilkadziesiąt km. Drugi już przyjemniejszy. Trafił się naszym przygodożerkom (dla odmiany) miły Niemiec, który pierwotnie miał podrzucić je do granicy, jednak (oo jakże takie dwie potrafią namieszać w planach transportowych mężczyzn;)po tym jak postawił im poranną kawę (nie znalazłwszy następcy) , zabrał je w dalszą drogę, która zakończyła się dopiero po obiedzie;). Pragnę w tym miejscu zaznaczyć iż ten dobry Niemiec nie oczekiwał niczego w zamian.Doganiał na Autobanie auta na polskich blachach, wyrównywał tempo i pytał przez okno czy na Polskę by 2 studentek ktoś nie zabrał. Wreszcie ktoś się znalazł, czyli pięknie- bez kolejnych opóźnień. Pan niestety zbliżał się do długiej pauzy dobowej, ale gdy dotarł do postoju zostawił dziewczętom CB radio do dyspozycji. Ape nie miała zapędów do poprowadzenia nocnej audycji, toteż Ani zgodziła się poświęcić;p

-Halo mobilki, czy jest ktoś na kanale kto uderza na Polonię? Koledzy, koledzy dwie dziewczyny do wzięcia...Do kraju;p

Szczerze mówiąc nie sądziła, by o tej porze znalazł się jakikolwiek ekstremalny wyczynowiec kontynuujący jazdę (szczególnie, iż uszkodzone CB obejmowało zasięgiem krąg 200m), dlatego pozwoliła sobie na dość odważną intonację.

-Halo dziewczyny, a wy gdzie jesteście?

-Na jakimś postoju po drodze.

-Ja też tam jestem i czekam na was.

Ton rozmówcy był równie żartobliwy jak Ani. Albo dowcipny albo zboczeniec... Trzeba się koniecznie przekonać;p

No i się przekonały.

Okazało się, iż wsłuchał się w CB dopiero gdy usłyszał kobiecy głos, i chociaż z początku myślał, że ktoś sobie robi żart (Bo jakoś mało prawdopodobnym wydawało się to by autostopowiczki w środku nocy poszukiwały transportu na tym zadupiewku) postanowił się upewnić.

Nowy kolega był wyjątkowo rozmowny i radował się niezmiernie z towarzystwa które pomagało mu nie zasnąć za kierownicą. (Ani jednak nie bardzo się podobało, gdy zmuszona została przejąć ową kierownicę w trakcie jazdy, ale cóż, jak ktoś nie robi pauz to może faktycznie być wypruty z energii po 2 dniach).






„To be is to do” (Descartes)
„To be is to be” (Voltaire)
„Do be do be do be do” (Frank Sinatra)





Ostatniego odcinka trasy dnia pamiętnego siódmego Ani niestety wam nie zrelacjonuje. Przywitała poranek w objęciach Morfeusza okrążając swym latającym dywanem planetę zwaną Sen...













Eurotrip 2011 Szwajcaria



Celnicy, (czy jakkolwiek zwane służby graniczne) przywitali je radosnym zainteresowaniem. "Ooo, italianische Sonne"- uświadomiło to Ani obecność pierwszej południowej opalenizny na turystycznych pleckach.

Największym zaskoczeniem okazał się brak kantorów. W całej Szwajcarii (a nie tylko w strefie przygranicznej)funkcjonują zarówno franki jak i euro, z tą prawidłowością, że płacąc euraskami otrzymujemy resztę w walucie narodowej.









Davide, bo tak zwał się nasz ostatni już w tej trasie podwoziciel zmierzał do kumpla na imprezę urodzinową do Zurychu, jednak był dostatecznie uroczy by bez uprzedzenia (dostrzegły dopiero gdy znaki na Zurych przestały pojawiać się na poboczu) zmienić nieco plany podróży i nadrobić kilkaset kilometrów aby podwieźć je do samego celu " bo jak dwie nieznające miasta studentki odnajdą się w stolicy??

Poza tym, jak sam przyznał: i tak był spóźniony, więc przynajmniej zapewniły mu sensowną wymówkę i temat na pół wieczoru...

Ape odsypiała na tylnym siedzeniu, Ani przechodziła przez ekspresowy kurs językowy w warunkach ekstremalnej konieczności, gdyż między Weroną a Mediolanem, chyba spała. "Chyba"- ponieważ pamięta tylko jak usiadła na krawężniku przy zjeździe z feralnej werońskiej autostrady, na wprost małego ronda, mrugnęła, i nagle rondo zniknęło.

-gdzie jest rondo?

-jakie rondo? -spytała zaskoczona Ape

-przed chwilą tu było rondo

-rondo było pod Weroną

-to gdzie my jesteśmy?

-w Milano...

Poza tym, z chwilą, gdy Davide z entuzjazmem poinformował, że za chwilę przejeżdżają przez kilkunastokilometrowy tunel w Szwajcarii, Ani odechciało się spać- zachciało się wysiąść. Magia klaustrofobii?









Tym sposobem dotarły wieczoru pamiętnego dnia trzeciego do celu- squatu w Bern;)

Przywitała je radosna mieszanka etniczna z jedną Polką włącznie...

[Tak, tak- nadal twierdzę, że Polacy są wszędzie]

Mimo skrajnego wyczerpania, nie przemierzyły 2 tysięcy kilometrów po to by spać. Już tej samej nocy dały się wyciągnąć na imprezę na drugim squacie. Wewnątrz bardzo przyjazna imprezownia w stylu amerykańskich klubów undergroundowych. Tak to się można bawić.





















Wyższa kultura protestowania...

Obóz przeciwników energii atomowej rozbity na trawniku przed ratuszem, gdzieś pomiędzy kwietnikami. Ciepła bieżąca woda, karczma, gastronomia, pole namiotowe, tańce, hulanki, swawola i wkoło tak bardzo "zielono" [If you know what i mean].





Dzień IV

Zwiedzanie!!!

Na początek oczywiście Polacy... Nadal są wszędzie;p

Po drugie Afroeuropejczycy-

- where are you from?
- from Poland
- oooh, how much??
Jakoś nielekko było wyjaśnić im, że nie znalazły się w Szwajcarii w celach zarobkowych. Ani zaczęła i zarazem zakończyła rozmowę z tą watahą informacją "Sorry, but i can't speak english". Właściwie nie zakończyła...Odroczyła do kolejnego spotkania. To jednak małe miasto;/






Turyści nie wiedzą gdzie byli, podróżnicy nie wiedzą gdzie będą – Paul Theroux,








Szwajcaria 2011


Długość podróży każe mniemać, że się w końcu przybyło.
[Monteskiusz]
Gdy droga staje się celem, życie zaczyna pisać niesamowite historie. Jeśli zechcecie opowiem Wam jedną z nich...
Zgodnie ze słowami Ryszarda Kapuścińskiego: "Podróż przecież nie zaczyna się w momencie, kiedy ruszamy w drogę, i nie kończy, kiedy dotarliśmy do mety. W rzeczywistości zaczyna się dużo wcześniej i praktycznie nie kończy się nigdy, bo taśma pamięci kręci się w nas dalej, mimo że fizycznie dawno już nie ruszamy się z miejsca. Wszak istnieje coś takiego jak zarażenie podróżą i jest to rodzaj choroby w gruncie rzeczy nieuleczalnej." również moja podróż nie zakończyła się wraz z porzuceniem losu nomada i oswojeniem przeze mnie jednej i stałej przestrzeni. Ponieważ jednak miło czasem wieczorową porą zasiąść w fotelu z kotem na kolanach i powspominać, a za oknem deszcz i słota motywują by spędzić dłuższą chwilę przed komputerem, postanowiłam uporządkować nieco wspomnienia, najlepiej w jednym miejscu.
Czas mych podróży najpewniej dobiegł do swego szczęśliwego finału- przeżyłam, zobaczyłam, doceniłam, jednak to nie powód by się nimi nie podzielić. Wszystkim zainteresowanych kim byłam, nim zostałam #Wiedźmą na swoim ten blog dedykuję <3
Ps. Uprzedzam jednocześnie, że styl w jakim utrzymane są wpisy może odbiegać od tego do czego przyzwyczaiłam Was przez ostatni rok. Cóż, wszystko ewoluuje, moje wpisy również.



Jak wszyscy wielcy podróżnicy, widziałem więcej niż pamiętam i pamiętam więcej niż widziałem.
[Benjamin Disraeli]






Eurotrip cz.1
No to Ani wróciła na drogi Europy. Kryj się kto może! Wraz z najlepszą dotąd towarzyszka wojaży- Ape, w czwartkowy parny wieczór rozpoczęły "drag nach westen".

Dzień I
Pierwszym questem standardowo- wydostanie się z Poznania. Bułka z masłem. następnie ciężarówką, na pewną przytulną stacyjkę benzynową, gdzie mili panowie kierowcy rozpoczęli licytację odnośnie przejęcia tego żywiołowego towaru;p Pierwszym tragicznym spostrzeżeniem okazuje się brak karty pamięci w aparacie. Nie ma to jak zgrywać dane i nie wyjąć nośnika z komputera. Na szczęście Podwoziciel, obeznany z trasą, znalazł przed samiutką granicą punkt, w którym udało im się metodą zrzuty uskubać na 1G. Z Pawłem docierają na ring Berlina, i tu zaczyna się prawdziwa jazda. Na radyjku odzywa się kolega chętny do przejęcia dziewczyn. Planowany odjazd za 40 minut. Niby gra gitara, choć koleś jest nawalony jak stodoła po żniwach. Gdy docierają do jego auta, czas pozostały do odjazdu wydłuża się do 2 godzin, a gdy zjawia się jego trzeźwy kompan, wyjawia, że właśnie zaczynają długa pauzę i tu 2 godziny zmieniają się w 9. Efektem powyższych zawirowań i braku perspektyw kontynuacji wycieczki, dziewczęta przesypiają najbliższe 3 godziny w aucie, by ok 4 rano powitać słońce i szeroką drogę do celu...



Uwaga! Nietoperze!
Tak, tak- wiemy, że rurka powinna być usytuowana pionowo;p
Dla jasności: niczego nie dewastowano. Zdjęcie nietoperza przedstawia właściwe wykorzystanie infrastruktury przeznaczonej do celów sportowo-rekreacyjnych.



Nad rzeką "ścieżka zdrowia" i tabliczki z instrukcja obsługi - jak ćwiczyć wykorzystując dostępne elementy infrastruktury. Oczywiście dziewczęta nie mogły nie przetestować na własnej skórze z czym to się je;)
Najpewniej pod wpływem nagłego przypływu ambicji przyłączył się do ich zabawy pewien Szwajcar... Jego babcia była Polką i znał jedno słowo po polsku, i nie proszę Państwa, NIE JEST TO SŁOWO, O KTÓRYM POMYŚLELIŚCIE. Pan do naszej kolekcji dziwnych "pojedynczych" słów zasłyszanych od obcokrajowców dorzucił "skrzypce" z perfekcyjna wymową. Dotychczas w kolekcji znalazły się już "herbata", "biedronka"," wiewiórka"...






Dzień II

Początek dnia drugiego ekspedycji nie jest optymistyczny. Dotychczas pokonały co najwyżej 300 km w dodatku ostatnie polskie pieniądze wydały na kartę pamięci do aparatu. Pierwszym driverem został młody Niemiec, który wysadziwszy dziewczęta kilkadziesiąt kilometrów dalej zażądał zapłaty na przejazd, co gorsza nie w gotówce...

Musiała charakteryzować go wysoka desperacja, gdyż na początek zażyczył sobie "pokazania", następnie w obliczu kategorycznej odmowy zszedł z ceny do zaledwie wersji toples, by ostatecznie zaproponować dopłatę 50 euro. Nasze patriotki nie dały się jednak skusić zachodniemu inwestorowi i polskie dobra narodowe zachowały dla porządnych chłopaków;p (Chociaż proponowana kwota podwoiłaby ich budżet przeznaczony na cała eskapadę)

W celu zgubienia namolnego pana podjęły rozmowę z grupą pauzujących Litwinów, którzy z kolei postanowili rozgrzać nasze bohaterki poranną szklanką whisky na każda nóżkę, nie przyjmując odmowy z racji nieprzyzwoicie wczesnej godziny.

Tezą, której ostatecznie miały dowieść empirycznie, okazało się założenie, iż Polacy są wszędzie. Również na tym parkingu przestawał aktualnie jeden wóz na polskich blachach co standardowo ucieszyło nasze autostopowiczki. Artur-kierowca miał wyruszyć w trasę wczesnym rankiem, lecz jakimś szczęśliwym trafem zaspał dzięki czemu kolejny kawałek drogi (aż do ringu przed Monachium) mogły odhaczyć jako pokonany.

Wszystkich miłych kierowców charakteryzowały troska o nasze Poleczki, dokarmianie oraz częstowanie papieroskami... Oraz straszenie perspektywą wylądowania we włoskim burdelu ze względu na jakże typowo polską urodę) Tak rodzinnie;)

Na ringu monachijskim spotkała je niespodzianka- 4 innych autostopowiczów z Polski. Jednak nie tylko one starają się prześcigać wyścigi (ASR i MMA).

Po dość długim poszukiwaniu kogokolwiek, kto nie wybiera się do południowych Włoszech trafiły na Słowaka, i można uznać to zrządzenie losu za nie do końca szczęśliwe;/

Rasti zdecydowanie nie miał ochoty wysadzić koleżanek na ringu za Monachium. Zapewniał, że jeszcze nie ominęli miasta, ale uwzględniając prędkość i czas przejazdu, nie można było dowierzać..

Opuściły auto dopiero na jakiejś dzikiej stacji benzynowej, przy autostradzie w otoczeniu gór i lasów o godzinie 2 w nocy w północnej Italii!!!



Kiedyś myślałam, że prawdziwy upał jest wtedy, gdy na asfalcie można usmażyć jajko... Błądziłam...



Dzień III
Pierwszym co wpadło w oczęta naszym bohaterkom były 2 polskie busy wypchane zakonnicami.
-To niesamowite! Dziewczyny, jedziecie na beatyfikację stopem!?
-YYYY?
W tym punkcie nastąpiła taka niezręczna cisza...
W związku z niezdrową atmosferą Ape zadecydowała, że nie będzie czekać do rana i rusza na poszukiwanie jakiegoś transportu. Niestety Włosi znają włoski i do żadnego obcego się nie palą. Jakimś trafem pracownik stacji władał z lekka rosyjskim, dzięki czemu łatwo wytłumaczył pewnemu Italiano dokąd zmierzają dziewczyny... Niestety ten,chyba bardziej niż podwieźć, miał chęć zatrzymać dziewczęta na dłużej...
Nad ranem nasze panny trafiły na kolejną zapadłą stację benzynową pod Veroną, i za sprawa miłego Polaka dowiedziały się że na Mediolan to się stamtąd w żaden sposób nie zabiorą. Trzeba było urządzić spacerek grząskim i stromym poboczem autostrady by obrać lepszą lokalizację. Nic to, że niedobory snu zaczęły mieć poważny wpływ na podstawowe czynności życiowe typu trzymaj pion... Otrzymawszy od drugiej autostopowej ekipy (wyruszającej 2 dni później w dodatku z Mazowsza) informację, iż już są w drodze na Frankfurt były bliskie decyzji o zawróceniu do Polski. Szkoda że nie miały kamerki bo zostałby im po tych ciężkich godzinach przepiękny i jakże sentymentalny filmik typu reality show. Pewien zapracowany Włoch ulitował się jednak nad bidulami i podwiózł do miejsca, gdzie mogły uskutecznić poszukiwanie transportu co najmniej do Como, na granicę włosko- szwajcarską.
Dwójka młodych Italiano zakończyła ich ciężką przygodę w ojczyźnie Dantego pod samym przejściem granicznym. Postanowiły spalić ostatniego triumfalnego faiszka i wkroczyć do ziemi obiecanej.


Prawdziwi podróżnicy to ci tylko, którzy wyruszają, aby wyruszyć
[Charles Baudelaire]